Podróże w górze Europy cz. 1.

Niecały tydzień na zwiedzenie pięciu miast północnej Europy to nie lada wyzwanie. Trzeba poświęcić wygody na rzecz przygody :) Podróż rozpoczynam od Kowna o którym jednak powiedzieć nie mogę zbyt wiele :) I to nie dlatego, że miejscowość nieatrakcyjna. O nie! Przemierzając całą Polskę i kawałek Litwy, czyli 725 km padłam na hotelowe łóżko i  zasnęłam snem twardym jak kamień. Nawet przez chwilę łamałam się czy nie iść nocą w miasto, ale organizm sam zdecydował. Oczywiście jest niedosyt, bo dla kogoś kto uwielbia litewskie piwo nie skorzystanie z możliwości wypicia zimnej szklaneczki trunku to wielka strata. A nie dało się go nawet wypić w hotelowym pokoju, gdyż na Litwie oprócz zmiany czasu o godzinę do przodu następują ograniczenia w zakupie alkoholu. W całej północnej Europie obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach w godzinach od 20.00 do 10 rano. Tak czy siak w Kownie spało mi się świetnie :)

Okolice hotelu :)

Kolejny przystanek w podróży to Tallin. Estońska stolica to prawdziwa perełka. Coś całkowicie zachwycającego. Piękne stare kamienice, wąskie brukowane uliczki, strome schody łączące górną starówkę z dolną, baszty o ciekawej, acz nieprzyzwoitej historii. Jest tu tego i owego mnóstwo. Wędrówkę rozpoczynamy od soboru Aleksandra Newskiego oraz budynku Parlamentu. Co ciekawe to budynek Parlamentu nie jest w żadnym stopniu chroniony poza zwykłym monitoringiem i słupkami. Dostęp mają do niego wszyscy mieszkańcy. Mimo, że Tallin bardzo mi się podoba zamieszkać w nim bym nie mogła i to nie ze względu na brak znajomości języka estońskiego. Powodem jest ciemnica i zimnica panująca tu prawie na okrągło. Niestety miasta północy mają długie, wilgotne i mroźne zimy, a co za tym idzie również krótkie dni. Czasu szarugi nie da się nawet złagodzić alkoholem, bo alkohol to towar deficytowy, starannie dawkowany i kontrolowany. A jeżeli mowa o uciechach dla ciała to Tallin posiada nie lada atrakcję dla miłośników marcepanu. W stolicy Estonii mieści się Muzeum Marcepanu w którym wszystko wykonane jest z niego. No może prawie wszystko. Tallin uważany jest za miejsce wynalezienia marcepanu, choć te zaszczytne miano przysługuje również Lubece. W Tallinie mieści się również najstarsza nieprzerwanie działająca apteka (od 1422 roku). Można w niej kupić lekarstwa, ale i zobaczyć wystawę poświęconą medykamentom sprzedawanym w ubiegłych stuleciach. No i trzeba wspomnieć o pięknych kamienicach zwanych "Trzema Siostrami" zbudowanymi w XV wieku przez bogatego kupca swoim córkom. Obecnie wykupione przez rosyjskich potentatów mieszczą jeden z droższych hoteli w Estonii. Hotel bez windy, ale z lokajami. Nocował tu nawet Berlusconi. No i oczywiście najważniejsze miejsce w nadbałtyckim mieście, czyli port. Właśnie z tego miejsca w roku 1939 internowany okręt ORP "Orzeł" zdołał uciec do Anglii. Niestety jeden dzień na obejrzenie tego miasta to stanowczo za mało :(

 Sobór Aleksandra Newskiego.

 Budynek Parlamentu.










 Panorama na dolne Stare Miasto.











Schody prowadzące z górnej Starówki na dolną.


 Rynek Starego Miasta.


 Gotycki Ratusz.





 Muzeum Marcepanu.









 Apteka działająca nieprzerwanie od 1422 roku.

 Muzeum Marcepanu.



 Kamieniczki "Trzy Siostry".




 Port w Tallinie.




Aby dostać się do kolejnego miasta musieliśmy wstać o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Potem czekała nas senna przeprawa promem do Helsinek. A morze było piękne tego ranka :) Stolica Finlandii to nie miasto z bajki. To miasto bezpretensjonalne i funkcjonalne. Dominuje tu styl klasycystyczny, a to za sprawą Cara Aleksandra II pod którego panowaniem znalazła się Finlandia. Wszyscy wspominają o wielkim podobieństwie Helsinek do Petersburga, ale według mnie podobieństwo jest nikłe, poza rozmieszczeniu go na kilkudziesięciu wysepkach i smukłych dziewiętnastowiecznych kamienicach. Finowie to małomówny naród, pozbawiony negatywnych emocji, znany na świecie z umiejętności negocjacyjnych i mediatorskich. A do tego mają bardzo bogaty język, który eliminuje ze słownika wszelkie zapożyczenia na rzecz własnych nazw. Język jest na tyle trudny, że Finowie sami uczą się języków obcych, aby móc rozmawiać z innymi narodowościami. Zwiedzanie zaczynamy od soboru Zaśnięcia Matki Boskiej. Nie należę do pasjonatów zwiedzania budowli sakralnych i ten budynek jakoś mnie nie powalił, choć pani przewodniczka piała na jego cześć peany. Kolejny punkt programu to Plac Senacki z pomnikiem Cara Aleksandra II i katedrą luterańską. W tym miejscu padam na kolana. Niezwykła architektura tego miejsca i strome schody nadają przestrzeni dostojeństwa. Podoba mi się bardzo. Tuż obok Placu Senackiego mieści się nabrzeże a przy nim plac targowy, gdzie kupić można szmelc, mydło i powidło :) Wszystko w dość wysokich cenach, więc kupuję tylko magnes na lodówkę. Warty zobaczenia jest dworzec kolejowy zbudowany w stylu secesyjnym. My dotarliśmy jeszcze do Parku Sibeliusa znanego fińskiego kompozytora tworzącego dzieła w języku fińskim. W tym właśnie miejscu mieści się jego pomnik w kształcie organów. I oczywiście coś jeszcze na temat fińskiego piwa. Dramatyczna cena 16 zł zapowiada wielkie walory smakowe. Polecane przez przewodnik koneserom piwa Lapin Kulta jest dosyć zwykłe, ale dobre :)

 Zatoka Fińska.



 Widok na Helsinki.




 Sobór Zaśnięcia Matki Boskiej.

 Katedra luterańska.









 Pomnik Sibeliusa.

 Dworzec Kolejowy.



 Katedra luterańska.

 Plac Senacki.

 Targ handlowy na nabrzeżu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lwów ze snów.

Podróże w górze Europy cz. 2