Podróże w górze Europy cz. 2

Po Helsinkach dalsza podróż może odbyć się tylko i wyłącznie w kierunku Rosji i Petersburga. Mijamy granicę rosyjską i od tej chwili zaczyna się prawdziwa jazda. Dla tych którzy pamiętają państwo polskie sprzed przemian w roku 1989 to powrót do przeszłości. I nie chodzi tu o drogi i zabudowania, asortyment w sklepach i takie tam, tu raczej chodzi o mentalność władzy i służb. Na granicy jest sprawnie i w miarę miło. Może tylko oprócz kontaktu z cieciem od prześwietlania bagaży, który co rusz popycha przechodzących odprawę i bezsensownie pokrzykuje. Odprawa zarówno po stronie fińskiej, jak i rosyjskiej trwa krótko, bo około 1,5 godziny. Po czym rozpoczynamy podróż w głąb Rosji i zatrzymujemy się w Wyborgu. Miejscowość naprawdę warta obejrzenia. My niestety nie mieliśmy czasu na dogłębne zapoznanie się z jej atrakcjami. A jest tu co oglądać, bo oprócz fantastycznego położenia nad Zatoką Wyborską, mieści się tu także zamek z XIII wieku, modernistyczna biblioteka, ratusz miejski i kościół św. Jacka. Oprócz architektury w Wyborgu powalające jest jedzenie. I właśnie w tym miejscu zaczynamy jazdę z naleśnikami, bo od tej pory będą nam towarzyszyć codziennie na śniadanie, obiad i kolację. Jest to dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że naleśnik to specjał deserowy naszych północno wschodnich sąsiadów. Obok niego na stołach jako przystawka ląduje sałatka Olivier. Nie znana w Polsce, ale składnikami przypominająca naszą sałatkę wielowarzywną. Mi smakuje baaardzo. Są jeszcze dania główne i czaj. Po uczcie ruszamy w dalszą drogę. Ale żeby nie było tak kolorowo, to kilkanaście kilometrów za Wyborgiem zatrzymuje nas policja drogowa pod pretekstem... lub też pod wieloma pretekstami. Postój trwa i trwa... Co rusz chcą nas cofnąć na granicę, bo nie mamy papierów, bo papiery są nie takie, bo paszporty są nie takie, bo jakaś Polka jest poszukiwana przez Interpol. Ogólnie można się śmiać, ale trwa to już za długo, robi się ciemno, a my musimy zdążyć do Petersburga przed godziną 1 w nocy, gdyż o godz. 1.30 rozpoczyna się otwieranie mostów dla żeglugi, trwające aż do godziny 5 nad ranem. Swoją drogą jest to widowiskowe zjawisko. W Petersburgu jest ponad 300 mostów, które pękają w połowie, wraz z asfaltowymi ulicami, latarniami i chodnikami, aby przepuścić barki, łódki i statki. My jednak chcemy spać w hotelu, a nie w autobusie uwięzieni na którejś z wysepek Petersburga. W końcu panowie policjanci nudzą się naszym towarzystwem i jedziemy dalej. Ledwo zdążamy przed otwarciem mostów. Jednak ten późny nocny przyjazd do Petersburga pozwala nam zaobserwować miasto nocą. A o tej porze wygląda olśniewająco. Obwodnica którą jedziemy zbudowana jest na kształt ludzkiego kręgosłupa. Większość jej elementów jest podświetlona. Uwierzcie wygląda magnetyzująco. Oprócz ulic podświetlone są budynki. Mijamy stadion sportowy Zenita. To właśnie w  nim odbywały się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Mieni się wieloma kolorami i wygląda nieziemsko, jak wielki niezidentyfikowany obiekt latający. W końcu udaje nam się dotrzeć do hotelu tuż przy porcie. Ci którzy są szczęściarzami otrzymują pokój po stronie odległej od portowych odgłosów. Niestety nie należę do nich :)

Zamek w Wyborgu.

Dworzec w Wyborgu.

 Stadion Zenit.

 Fragment obwodnicy Petersburga.


Petersburg rankiem wita nas słoneczną pogodą. Matko z córką jaki on jest piękny! Architektura mnie oczarowuje. Stare Miasto to prawie całe miasto. I oczywiście mosty, rzeki i kanały. Zgodzę się ze stwierdzeniem, że Petersburg to Wenecja północy. Niestety nie da się zobaczyć wszystkiego w kilka dni. Na pierwszy rzut idzie Ermitaż czyli Państwowe Muzeum. Ermitaż składa się z pięciu budynków. My zaś odwiedzamy budynek główny, a więc Pałac Zimowy. Przed wejściem zachwycamy się otoczeniem Pałacu. Plac Pałacowy, kolumna Aleksandrowska i gmach Sztabu Generalnego robią olbrzymie wrażenie. Ogromną zaletą zwiedzania Ermitażu jest to, że wszędzie można robić zdjęcia bez dodatkowej opłaty. Musimy tylko pamiętać, aby robić je bez flesza. Czas na zwiedzanie (3 godziny) to w zasadzie bieganie między obiektami. I tak udaje się nam pobieżnie obejrzeć zbiory od starożytności do XIX wieku, m.in. obrazy Rembrandta, Van Dycka, Rubensa, Tycjana, Da Vinci, Rafaela, i wielu wielu innych. Gdyby ktoś chciał zobaczyć wszystkie zgromadzone tam obiekty i stanąć przy nich jedną minutę zajęłoby mu to 12 lat. Oprócz oczywiście obrazów są tu rzeźby, srebra, meble, zegary, żyrandole, itepe, itede. Wszystkie pomieszczenia w Pałacu Zimowym przytłaczają swoją wielkością i przepychem. Zewsząd sączy się złoto, srebro, marmury i kryształy. Niestety z braku czasu nie zobaczyłam zbiorów sztuki współczesnej. Ubolewam nad tym, a w szczególności nad tym, że nie zobaczyłam malarstwa impresjonistów i postimpresjonistów :( 


Budynki portu naprzeciwko naszego hotelu.











Sobór św. Mikołaja.




Ermitaż - Pałac Zimowy.

Ermitaż - Pałac Zimowy.

Plac Pałacowy i Kolumna Aleksandrowska.

Budynek Sztabu Generalnego.








Giovanni di Pietro "Madonna z Dzieciątkiem"

Raffaello "Święta Rodzina".

Benvenuto Tisi " Alegoria Starego i Nowego Testamentu"




Giovanni Antonio Canaletto "Przyjęcie francuskiego ambasadora w Pałacu Dożów".






Anthony van Dyck "Portret Henrietty Marii Burbon Królowej Anglii i Szkocji".

Rubens "Zdjęcie z krzyża"


Rubens "Zjednoczenie Ziemi i Wody"






Rembrandt "Portret starego Żyda"

 Rembrandt "Zdjęcie z krzyża"


Rembrandt "Danae".

Madonna z dzieciątkiem Intronizowana z aniołami.

 Rembrandt "Święta Rodzina z aniołami"

Rembrandt "Portret uczonego"

Verrocchio "Madonna z Dzieciątkiem".

Gandolfino da Roreto "Narodzenie Chrystusa".

Leonardo da Vinci "Madonna Benois"

 Leonardo da Vinci "Madonna Litta"

Giovanni Pietro Rizzoli "Maria Magdalena".



Giovanni Battista "Batszeba".



Mała Sala Tronowa.


Galeria wojenna 1812 rok z portretami bohaterów Wojny Ojczyźnianej.

Wielka Sala Tronowa.



Zegar Paw.


Każdy prawdziwy turysta będąc w Petersburgu musi zobaczyć Sobór św. Izaaka. Budynek powstawał przez 40 lat pod okiem francuskiego architekta Auguste de Montferranda i został ukończony w połowie XIX wieku. Tuż po otwarciu architekt wyciągnął nogi zmęczony trudami inwestycji. A było z czym walczyć. Po pierwsze, drugie i dziesiąte bagnisty teren, który wymagał zastosowania sosnowych pali wbitych głęboko w ziemię, aby uchronić cerkiew przed zalewaniem. Na nich zresztą do chwili obecnej opiera się konstrukcja. Oprócz tego w tym miejscu istniała inna świątynia z której musiano zachować trzy ołtarze. Przy budowie soboru pracowało kilkaset rzemieślników i wielu tą pracę przypłaciło życiem. Losy soboru były zawiłe, jak losy Rosji. W pewnym momencie zamieniono go nawet na Muzeum Ateizmu. Obecnie oprócz funkcji religijnej sobór posiada status muzeum. Taka to krótka historia. Ja jednak opowiem o własnych wrażeniach. Sobór jest ... olbrzymi i bogaty i piękny.  Cokolwiek się powie to za mało, aby go opisać. We wnętrzu olbrzymie freski, mozaiki, żyrandole, dębowe drzwi pokryte brązem i zdobieniami o powierzchni 40 metrów kwadratowych. Ściany, sufity, posadzki, ołtarze pokryte złotem, malachitem, porfirem, brązem, lazurytem i marmurami. Z zewnątrz kopułę unosi 48 kolumn z czerwonego granitu. Tu wszystko jest najwspanialsze i najlepsze. Sobór to również miejsce widokowe (niestety nie zobaczyliśmy tego). Na jego kopule znajduje się taras widokowy z którego można oglądać panoramę Petersburga. Słowo o kopule. Otóż olbrzymia konstrukcja pokryta została 100 kg złota i widać to zarówno podczas pochmurnej, jak i słonecznej pogody, sprawiając, że sobór staje się punktem orientacyjnym nie tylko dzięki swojej wysokości 101,5 metra, ale i blaskowi jaki roztacza. Podczas drugiej wojny światowej  musiano nawet pokryć kopułę szarą farbą, aby nie przyciągała uwagi nieprzyjacielskich samolotów.


 Sobór św. Izaaka.

 Twierdza Pietropawłowska.



Pomnik Piotra I.


 Sobór Zmartwychwstania Pańskiego niestety w remoncie.


 Stacja Metra.

 Dworzec Moskiewski.



 Sobór Izaaka i czerwone marmurowe kolumny.










40 m2 drzwi dębowych pokrytych brązem i zdobieniami.



 Makieta Soboru Izaaka.











Nie można opuścić Petersburga bez poznania historii carskiej Rosji. Tu właśnie w soborze św. Piotra i Pawła w Twierdzy Pietropawłowskiej znajduje się mauzoleum dawnych rosyjskich władców. Twierdza Piertopawłowska to najstarszy budynek w Petersburgu, a w zasadzie kompleks budynków. Mi zapadła w pamięć Mennica czynna do chwili obecnej i Dom Komendacki w którym więziono m.in. Tadeusza Kościuszkę. I tu drobna uwaga dotycząca twierdzy. Wiemy, że miejsce takie służy celom obronnym, ale ta twierdza nigdy nie była wykorzystana w ten właśnie sposób. Wielokrotnie zaś pełniła funkcję wiezienia. Siedzieli w nim oprócz Kościuszki, Julian Ursyn Niemcewicz, Maksym Gorki, Fiodor Dostojewski i Jan Kiliński. Wracamy jednak do soboru, który uważany jest za najważniejszy w Rosji. Znajdują się tu bowiem groby wszystkich carów zaczynając od Piotra I (wyjątkiem jest Piotr II Romanow) dynastii Romanowów. Zgromadzone są w tym miejscu sztandary i broń związana z rosyjskimi podbojami. W twierdzy jest jeszcze jeden ciekawy obiekt. Jest to pomnik Piotra I autorstwa Mihaila Chemiakina. Wygląda dziwacznie i powiedziałabym upiornie. Posąg ma mały łeb, nieproporcjonalny w stosunku do długiego i drapieżnego ciała. Został on wykonany z maski zdjętej z twarzy Piotra I. Szpiczaste paluchy i wielkie stopy. Postać z upiornego snu budzi jednak wielki zachwyt Chińczyków i Japończyków, którzy głaskają go po rękach i kolanach.  W sumie nie wiem dlaczego tak go macają i oczywiście robią sobie z nim selfie. 



Hotel Astoria.










Sobór św. Piotra i Pawła.



Wnętrze Soboru św. Piotr i Pawła.





Sarkofagi carskie.




Pomnik Piotra I autorstwa Mihaila Chemiakina.


 Biblioteka Narodowa.


Na zakończenie pobytu w Petersburgu coś z socrealistycznej przeszłości. Oj, dużo tu tego i na dodatek ładne to jest, a wszystko dwa razy większe, wspanialsze i bardziej monumentalne, niż gdzie indziej. Nasza Nowa Huta może się schować, bo petersburskie budowle są przy niej jak pałace. Wielkie wrażenie robi budynek Domu Sowietów przy Prospekcie Moskiewskim. Budynek ukończono pod koniec lat 30 XX wieku i miał służyć administracji sowieckiej. Przy nim stoi olbrzymi pomnik Lenina, a od niedawna zamontowano tam również fontanny. Na końcu Prospektu Moskiewskiego przy Placu Zwycięstwa można zobaczyć kolejny gigantyczny pomnik tym razem bohaterskich obrońców Leningradu wykonany przez Michaiła Anikuszyna. Powstał w 1975 roku i upamiętnia ofiary oraz ocalonych w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej oraz 900 dni oblężenia przez hitlerowskie wojska. Pomnik składa się z wielu grup postaci, m.in. żołnierzy i mieszkańców miasta, którzy dwa i pół roku walczyli o przetrwanie. Zginęło wtedy ponad milion osób. W podziemiach pomnika mieści się muzeum, a w nim eksponaty, filmy, przypominające o tym, że Petersburg to Miasto Bohater. Co jeszcze z minionej epoki. Coś dla prawdziwych dziewcząt i chłopaków, czyli okręt Aurora. On to dał sygnał do rozpoczęcia Rewolucji Październikowej. Kiedyś każdy rosyjski uczeń recytował wiersze na cześć i chwałę okrętu na akademiach szkolnych. I na tym się nie kończyło, bo większość z nich może pochwalić się pamiątkowym zdjęciem w rodzinnym albumie z Aurory. Dziś fotografują się tu chętnie wszyscy... poza Rosjanami ;) Żałuję, że nie obejrzeliśmy podziemnego Petersburga, czyli metra. A jest tam co oglądać, bo każda ze stacji jest inna i na bogato. Wiem jednak, że na pewno wrócę do Petersburga, bo wiele jest do zobaczenia i przeżycia. Ale to nie koniec...


Okręt Aurora.



Dom Sowietów.

Pomnik Lenina przy Domu Sowietów.


Pomnik bohaterskich obrońców Leningradu wykonany przez Michaiła Anikuszyna.

Pomnik bohaterskich obrońców Leningradu.

Pomnik bohaterskich obrońców Leningradu.


Pomnik bohaterskich obrońców Leningradu.


I jeszcze coś. Mieliśmy to szczęście, że nasz pobyt zbiegł się z białymi nocami. To niesamowite jak długo jest jasno, potem niebo lekko szarzeje, aby wkrótce znowu rozbłysnąć pełnią słońca.Wszędzie spałam jak kamień, ale wiem, że niektórym osobom zjawisko to doskwierało. A teraz coś o wydatkach. Słyszałam, że Petersburg to jedno z najdroższych miast Rosji. Może na warunki rosyjskie jest drogi, ale bardzo przypomina cenami warunki polskie. Nie przeżyjemy więc jakiegoś szoku :) Co ciekawe mają naprawdę świetne sklepy skierowane do turystów, które mają wszystko... co najlepsze rosyjskie i petersburskie. I nie ma tam żadnej tandety, ale naprawdę piękne rzeczy na wysokim poziomie. A co ja przywiozłam z Petersburga. Zgadnąć nietrudno. Przede wszystkim piwo, matrioszki i kwas chlebowy :)













I ostatnie piąte miasto w naszej podróży po miastach północnej Europy. Ryga stolica Łotwy powitała nas zimnym wiatrem. W zasadzie marzę tylko o tym, żeby wejść do kawiarni i schronić się przed chłodem. Ryga mnie nie urzekła i może to przez zmęczenie, a może pogodę. Zapewne kiedyś jeszcze spróbuję tam pojechać. Jednak coś mi się podobało... knajpa piwna w której było mnóstwo różnych lokalnych piw. Naprawdę niezliczona ilość trunku o wyśmienitym smaku. No i oczywiście podobały mi się koty, które są symbolem miasta. I jeszcze przepyszne szprotki i jeszcze jedzenie. Ale jedno ale... Ryga jest droga. I jeszcze słowo o łotewskiej nadbałtyckiej plaży. Tam jest pusto :)


  Dom Bractwa Czarnogłowych.















  Festiwal Pieśni i Tańca w Rydze.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Lwów ze snów.

Podróże w górze Europy cz. 1.